29 gru 2012

Rozdział 6

Jednak postanowiłam dalej wstawiać. :) Nawet jeżeli nikt nie czyta (chociaż widzę, że niektórzy czytają). :)



- A może tak pierogi ruskie?- zapytała z niepewną miną (po Polsku).
- Ruskie? Dobra. W sumie często są jadane w Polsce. Wiesz jak je zrobić?- również gadałam po Polsku. Chciałyśmy zrobić niespodziankę chłopcom, a po za tym Asia woli rozmawiać ze mną po Polsku. Pewnie ciężko jej sobie wszystko tłumaczyć. I tak zrobiła postępy w angielskim.
- Oczywiście. Z zamkniętymi oczami. Rozrobię farsz i cię zawołam, a ty idź po swój telefon i puść One Direction!- krzyknęła ze śmiechem. Oczywiście musiał się zbiec cały zespół. Jak tylko usłyszeli „One Direction!” byli ciekawi o co nam chodzi i czy coś potrzebujemy. Kiedy wyszli zrobiło się strasznie cicho, więc poszłam do „naszego” pokoju po telefon.
 Gdy przechodziłam korytarzem, z łazienki wysunęła się ręka i zatkała mi usta, bo chciałam zacząć krzyczeć. Wciągnęła mnie do łazienki i zobaczyłam…Louisa.
- Czyś ty zwariował!?- krzyknęłam na niego, kiedy tylko zdjął rękę z moich ust.
- Oj, cicho!- szepnął, aż mnie opluł! OMG! MAM ŚLINE LOUISA TOMLINSONA NA TWARZY!!!!!!! Aż, zaparło mi dech w piersiach! Hahahahaha….- Mam pytanie. Jak nazywa się ta Karolina?- zapytał cicho. Uuuuu… Karolciu przygotuj się Lou zaczyna coś kombinować.
- Karolina Styles.- śmieszna była jego mina.
- Serio? Styles?- chyba go to zmartwiło.
- Tak. Ale na serio ma inne nazwisko. Tylko na Facebooku tak się nazywa.- uśmiechnęłam się. Odwzajemnił uśmiech i odetchnął. – Miłego tłumaczenia jej postów!- rzuciłam i wyszłam z łazienki, a na korytarzu śmiałam się tak głośno, że Liam, który siedział w swoim pokoju wyszedł.
- Coś się stało?- zapytał.
- Twój przyjaciel coś kombinuje… uważaj na niego Payne!- śmialiśmy się już oboje, kiedy Lou wyszedł z łazienki. Nie myśląc długo podbiegłam do niego i moooocno go przytuliłam. Od razu banan powstał na jego pięknej mordce! Jaki on słodki!
Szybko opuściłam korytarz i weszłam do „naszego” pokoju. Telefon nadal pozostawał w bezruchu na nocnej szafce, tam gdzie go zostawiłam zaraz po przyjeździe z ubraniami. Jednak zauważyłam, ze niebieska lampka pyka na górze wyświetlacza. To znaczyło, że mam wiadomość. Szybko odblokowałam go i uśmiechał się do mnie Liam z One Direction. Ostatnio miałam fazę na: Och, Liam ty mój mężu!
Dostałam wiadomość od Karol!:
  „Właśnie czekam na odprawę, za półtorej godziny odlatuję z Wrocławia. Jednak dziś przylecę. To nie kłopot? :P One Direction Forever!!!!”
- Wariatko! – szepnęłam pod nosem. Och, biedny Louis!
„ Oczywiście, że nie ma kłopotu. Czekamy tu na ciebie z Asią! I mamy niespodziankę…! One Direction Forever!”- odpisałam jej.
Wariatki z nas! Zeszłam z telefonem na dół do Asi. Dziwne, że nikogo nie ma w salonie. Zapewne Louis tłumaczy posty z Facebooka Karoliny, a Harry Asi (oni to mają się ku sobie, w limuzynie cały czas ich obserwowałam, wzrok Harrego nie odrywał się od oczu Asi). Co do Nialla, Zayna i Liama nie wiedziałam, co robią. Kiedy wchodziłam w końcu do kuchni poczułam zapach ziemniaków i mąki. Asia skończyła rozrabiać farsz i wzięła się za ciasto. Szybka jest. Włączyłam pierwszą piosenkę w ulubionych (ze mną wszystko ok, tylko psychiatra by się przydał, ponieważ mam świra na punkcje 1D). Na całą kuchnię rozbrzmiały pierwsze nuty „Rock me”. Asia zaśmiała się pod nosem i zaczęła śpiewać. Znałyśmy wszystkie piosenki One Direction na pamięć, wiec gdy nam się nudziło na lekcjach podzieliłyśmy się i każda śpiewała teks tego kogo wybrała w piosence.
- „Do you remember summer 0’9? Wanna go back the every night…”- akurat tekst Harrego.  Później zamilkła. Tu śpiewała Karolina.
- “I want you rock me, rock me, rock me, yeah!...” – wrzeszczałam jak najęta! Uwielbiałam ten refren. Wycinałyśmy kółka z ciasta przygotowanego przez Asię i darłyśmy się (pewnie na pół domu).
                                                       *~*~*~*~*
Chłopcy jedli, aż i m się uszy trzęsły. My z Asią też zresztą pochłonęłyśmy wszystko bardzo szybko. Biedny Harry dziś był jego dyżur zmywania. Na szczęście Asia zgodziła się mu pomóc (oni naprawdę coś do siebie czują).  Po skończonym posiłku oznajmiła, że Karolina przyjeżdża jednak dzisiaj i, że musimy po nią pojechać. Musieliśmy wziąć wielki, żeby pomieścił   osiem osób. Nikt nie chciał przegapić przylotu nowej koleżanki (zwłaszcza Louis). Kiedy w końcu się wystroił ( ładna niebiesko- biała koszulka w paski, szelki i czerwone rurki, och wyglądał BOSKO!). Niall i Zayn też byli niczego sobie. Zwłaszcza Niall (biała bluzka+ beżowe rurki= BOSKI HORANEK!).
 W samochodzie odbyła się lekka kłótnia, kto gdzie ma siedzieć i kto ma prowadzić. Odbyliśmy głosowanie i wszyscy głosowaliśmy za Liamem (był najbardziej rozgarnięty, bardziej niż najstarszy Lou, który trząsł się ze zdenerwowanie przed spotkaniem z Karol). Liam usiadł za kierownica i mówił po kolei imiona. Wypowiedziana osoba miała usiąść na końcu. Dobry pomysł.
- Zayn.- chłopak ruszył na sam koniec.- Viki.- posłusznie usiadłam koło niego na środku, obok było jeszcze jedno miejsce.- Niall.- blondas usiadł koło mnie.- Harry. – usiadł przed Zaynem (po mojej prawej).- Asia. – śmieszne zawsze mówili to tak dziwnie (Asiia). Fakt też miałam trudności z wymówieniem tego imienia na początku. Posłusznie usiadła przed Niallem (po mojej lewej). – Lou, choć koło mnie.- Lou się tak ucieszył (były trzy miejsca z przodu, a to oznaczało, że będzie siedział obok Karol).
 Na lotnisko jechaliśmy już ponad dziesięć minut. W aucie panowała cisza. Włączyłam, więc „Live while we’re young”.
- „Hey, girl…”- zaczęłam tekst Liama. Chłopcy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
- „Yeah, we’ll be doing…”- śpiewała tekst Zayna Asia. Do refrenu śpiewał cały samochód.
W takiej wesołej atmosferze dojechaliśmy na lotnisko (40 minut)  cały czasu śpiewając hity One Direction. W „Rock me” wszyscy zamilkli przy refrenie, by dać śpiewać mi i Niallowi. Nawet, nawet nam to wyszło.
                                                 *~*~*~*~*
Umówiliśmy się tak, że my z Asią wejdziemy do budynku i poczekamy na Karol, później pójdziemy z nią na parking i minie ją Louis i Zayn (oprócz Harrego kochała najbardziej tą dwójkę). Wszyscy się zgodzili na plan Asi.
Poszłyśmy do WIELKIEGO budynku i czekałyśmy chyba piętnaście minut zanim nie zauważyliśmy tej ni to rudej, ni to blond dziewczynki (rudawy blond- tak go nazwaliśmy). Podbiegła do nas z bagażem i rzuciła się najpierw na mnie, a potem na Asię. Po prostu buzie jej się nie zamykała!
 Ubrała się w sukienkę, która przysłałam jej z Anglii miesiąc temu (byłam oglądać skończony dom). Kolor  fioletowy pasował do niej! Sukienka kończyła się przed kolanami, więc ubrała podkolanówki (fioletowe w białe paski- prezent od jej siostry Kingi). Włosy spięła w koczek. Wyglądała przepięknie! Zazdrościłam jej urody.
- Czym przyjechałyście WARIATKI?!- w końcu nas puściła z duszącego uścisku. BOŻE jak ja jej dawno nie widziałam, urosła chyba o 2 centymetry! Moja kochana Karol!
 - My…no…ten tego…- spojrzała na mnie Asia. Chyba liczyła na pomoc.
- Autobusem!- krzyknęłam na całą salę, a wszyscy spojrzeli na mnie. Musiała to być dziwne. Trzy dziewczyny drące się na lotnisku w Londynie. OMG! Ale z nas wariatki.- Przyjechałyśmy autobusem.- powiedziałam już trochę ciszej.
- Autobusem.- uśmiechnęła się Karolina. Znałam ten uśmiech. To był uśmiech niedowierzenia. Potwierdziłyśmy z Asią kiwnięciem głowy w tej samej chwili. Nie mogła zniszczyć nam tej niespodzianki! O nie!
                                                 *~*~*~*~*
 Byłyśmy już na parkingu, kiedy zauważyłyśmy spacerujących Zayna i Louisa. Karol Tak krzyknęła, że mało na zawał z Asią nie zeszłyśmy.
-Aaaaaaaaa…! Tam jest Zayn Malik! I Louis Tomlinson!!!!! Aaaaaaaaaaaaaaaa…!- zatkałyśmy jej usta rękami, ale żadna z nas nie pomyślała, żeby ją przetrzymać. Szczerze mówiąc spodziewałam się tego po nie. ONA W KÓŁKO GADA O ONE DIRECTION!!! Ruszyłyśmy za nią, ale było za późno.
Zdążyła uwiesić się na szyi Zayna.
- Lou...he…help! Help me!- krzyczał Zayn na pół parking. Louis jednym ruchem ściągnął Karolinę, a ona rzuciła się na niego.
- A jeżeli dam ci marchewkę, to przestaniesz mnie dusić?- Zapytał ze śmiechem. Karolina od razu przestała go przytulać. Lou dał jej obiecaną marchewkę.
- Przepraszam was.. .- wyszeptała przez łzy szczęścia.- Ja po prostu nie wierzę, że tu jesteście! Dacie mi autograf?- zapytała z uśmiechem numer 5 pokazując przy tym swoje piękne białe ząbki.
- Nie!- krzyknęli i wsadzili Karol worek na głowę. Louis podniósł krzyczącą Karol i ruszył biegiem do samochodu. Wpuścił mnie, Asię i Zayna do tyłu, a Karolinę posadził między sobą, a Liamem, który ruszył z piskiem opon.
Z Asią, Niallem i Harrym śmialiśmy się. Po prostu łzy już mi leciały od tego śmiechu.
Lou po minucie ściągnął worek i ukazała się roześmiana twarz Karol. Kiedy zobaczyła resztę, wstrzymała oddech
-A więc to jest ta twoja niespodzianka?- zapytała mnie. A ja nadal się śmiejąc już tylko z Niallem skinęłam głową.
 W drodze powrotnej do posiadłości Direction śpiewałyśmy (ja, Asia i Karol) zwrotki w piosenkach, a chłopcy włączali się kiedy zaczynał się refren. W domu czekała nas WIELKA niemiła (a może i miła) niespodzianka.  



;*

4 komentarze:

  1. Koocham cię za ten rozdział♥ mam nadzieje że nie przestaniesz pisać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam taka nadzieję, fajnie piszesz! Zarąbisty, czekam na kolejny!;*

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja mam nadzieję, że przestaniesz pisać :* robisz to okropnie, nie da się czytać ;/ wszystko jest opisywane bez ładu i składu, brak poprawności językowej ;/ żal mi cie, niedoruchane dziecko ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Proste - nie czytaj. Mi osobiście się podoba ;) ~Mrs. Malik :)

    OdpowiedzUsuń