Siedziałam
tam gdzie wcześniej pocieszałam Louisa i Zayna. Wiem, że on na pewno tego nie
chciał, był po prostu pijany. Przez pierwsze pięć minut biegu słyszałam jak Lou
mnie woła, chwilę później była tylko
cisza. Było już parę minut po drugiej. Z nieba zaczęły kapać zimne krople.
Fajnie. A ja miałam tylko moją pasiastą sukienkę. Żadnej bluzy. Spojrzałam na
ekran telefonu: dwadzieścia jeden wiadomości od Lou, trzydzieści nieodebranych
połączeń od Liama i Harrego. Czyli Tommo już doszedł do domu i wszystkim
objaśnił co się stało. Świetnie. Ciekawe czemu Horan się jeszcze nie odezwał.
Może jak Louis mu powiedział co robił Malik, on się na mnie obraził? Ale przecież
ja nic nie robiłam! Rozpadało się na dobre. Zmartwiłam się, bo przez jakieś pięć
minut mój telefon milczał. Wydał krótki
dźwięk oznajmujący, że dostałam wiadomość. Była od Louisa:
Mam nadzieję, że przeczytasz tą
wiadomość. Od półgodziny nikt nie widział Niall. Pisaliśmy do ciebie i
dzwoniliśmy, ale nie odbierałaś. Jakbyś go widziała to zadzwoń.- Louis.
Szybko
przejrzałam wszystkie wiadomości od niego. Były podobnej treści. Zajebiście.
Teraz jeszcze Horana będzie trzeba szukać. Chociaż? On może też jest gdzieś tu.
Wystukałam na telefonie gdzie jestem i wysłałam do Nialla. Nie minęło pięć
minut, a blondyn z gitarą siedział koło mnie. Spojrzał na mnie błękitnymi
oczami i otarł mi łzy z policzka. Uśmiechnęłam się lekko.
-
Szukałem cię.- szepnął.- Już Zaynowi się dostało. Nie płacz już. Nie gniewam
się na ciebie. Po prostu on przesadził. Ty nic złego nie zrobiłaś.
-
Dziękuję.- przytulił mnie.
- Chcesz
zostać moją dziewczyną? Tak oficjalnie?- zapytał poważnie.
- Ta…
Tak.- szepnęłam i znowu zaczęłam płakać. Chociaż znałam go trzy dni, zakochałam
się w nim na zabój. Nigdy nie sądziłam,
że mogę się tak szybko zakochać. A co dopiero w Niallu Horanie? To jest jak
sen. Ale ja z tego snu nie chcę się nigdy budzić. Niall wziął gitarę i zaczął
grać „More than this”. Zaczął śpiewać tym swoim głosem anioła. Dołączyłam się. Kiedy
skończyliśmy, nastała wielka cisza. Śpiewaliśmy jeszcze parę kawałków Justina
Biebera, i stwierdziliśmy, że oni w domu się pewnie martwią. Całą droga szliśmy
trzymając się za ręce. To było taaakie miłeee. J (Czy ja naprawdę to napisałam? O
bosh!) Przed drzwiami Niall się zatrzymał. Nachylił się do mnie. Zaczął
namiętnie całować. Nagle drzwi się otworzyły i ukazał nam się szczęśliwy Hazza.
- Róbcie
to w pokoju, najlepiej na łóżku, a nie w drzwiach wejściowych. – od razu
rumieniec u mnie i u Horana. Harry zaczął się śmiać. Weszliśmy za nim do
środka.
W salonie siedziała tylko Asia i oglądała
jakiś Polski kanał. Jakieś nudy, więc wzięłam jabłko .z kuchni i skierowałam
się do mojego pokoju. Tam stwierdziłam, że jest za cicho, więc poszłam do
Horana, który smacznie już spał. Chwilę się na niego pogapiłam i w końcu sen
mnie zmógł. Położyłam się obok niego i zasnęłam.
Obudziło
mnie słońce wpadające przez okno do pokoju. Niall chyba zapomniał je zasłonić. On
nadal spał obok. Ten to ma spanie. Zeszłam po cichu na dół. W kuchni był Zayn.
Super! Reszta chyba jeszcze spała. Już chciałam się wycofać z powrotem na schody, ale jak na złość potknęłam
się o buty Lou, który chyba specjalnie zostawił na środku pokoju.
-
Kurwa!- syknęłam pod nosem. Usłyszał to Zayn, który już po chwili był zobaczyć,
kto to się tak skrada. Horan musiał go nieźle przetrzepać. Miał podbite oko i
rękę w bandażu. Jeszcze wielkiego siniaka koło nosa- sprawka Lou.
- Nic ci
się nie stało?- zapytał cicho i wyciągnął rękę. Spojrzałam tylko na nią i wstałam
sama. Mam na niego focha.- Ej, no weź! Przepraszam! Pijany byłem!
- Aż tak
pijany, żeby gwałcić dziewczynę przyjaciela?! I to jeszcze niepełnoletnią?!-
spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie
zgwałciłem cię!- odwrócił wzrok.
- Nie!
Ale mało brakowało. – powiedziałam już trochę ciszej. Poszła do kuchni. On za mną. Jak jakiś cień
normalnie!- Gdyby nie Lou…
- Tak,
wiem. Dostałem już opierdziel. Nawet go czuję.- wskazał na podbite oko i rękę.-
Wiesz nigdy nie biłem się z Niallem. Zwykle Lou to robił. Ale teraz już wiem,
że nigdy już nie będę chciał się znim bić. Ma mocną rękę. Gratulację wyboru.
-
Dzięki.- zaśmiałam się.
- To
czyli przyjmiesz moje przeprosiny?
- Już
przyjęłam.- uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech.- Rób za karę śniadanie.
- Ej! No
weź!- zaczął marudzić.
- FOCH!-
krzyknęłam i uciekłam do ogrodu.
Podeszłam do wielkiego basenu. Malik nagle
znalazł się obok mnie. Zrobiłam uśmiech psychopatki i popchnęłam go do wody.
Trochę zaczął wrzeszczeć. Uciekłam do kuchni. Tam smażył jajka Liam.
- Dzień
dobry!- krzyknęłam mu do ucha. Możliwe, że troszkę za głośno.
- VIKI!
Chcesz żebym ogłuchł? – nastawił policzek. Posłusznie dałam mu buziaka.- No!
Już lepiej. Chcesz trochę?
-
Właśnie miałam pytać.- uśmiechnęłam się szeroko. Do kuchni wbiegł mokry Malik.
Liam wybuchł śmiechem, zresztą ja także.
- Wiesz
Viktoria, że nie umiem pływać?- zapytał się mnie Zayn.- A ty mnie jeszcze
wrzuciłaś do tego głębokiego basenu, dzięki.
- Oj, no
przepraszam. To była taka zemsta.- uśmiechnęłam się do niego. Ale mam dziś
dobry humor. Prawie zapomniałam o wczorajszym dniu. Jedno tylko mnie zastanawiało.- Karolina
pojechała, co nie?
- Tak,
zaraz po twoim wyjściu.- powiedział Liam, a Zayn tak jakby przygasł.- A
właśnie! Simon będzie tu za czterdzieści minut z tymi nowymi.
- Że
co?! – krzyknęłam. Zupełnie o tym
zapomniałam.- Tak, ok. Claudia już pojechała?
-
Czekała, aż się obudzisz. Z Niallem już się pożegnała godzinę temu, kiedy ty
spałaś. Nie chcieliśmy cię budzić, Horan zakazał. Teraz chyba on śpi, co nie?
- Tsa….Dobra
lecę ją pożegnać.- pobiegłam szybko do jej pokoju, tym razem uważając na
buty Louisa.
Claudia siedziała na łóżku i czytała jakąś
gazetę. Kiedy weszłam odłożyła ją na bok.
- Hej!-
krzyknęła uradowana.- Już wstałaś!
- Nom! Chciałam
ci powiedzieć, że nie musimy zrywać tej przyjaźni, tylko, dlatego że wyjeżdżasz
do Stanów.
- Awww…
wiesz, że cię kocham?!- krzyknęła nagle i mnie uścisnęła. Zerknęłam na jej
nadgarstek. Nie miała dziś swoich bransoletek. Trzy serduszka widniały na jej
ręce. Jedno przeze mnie. Już wiem co czuł wtedy Lou. Poczucie winy, że taka
delikatna istota jak ona może sobie coś takiego robić, przez nas. To smutne.
Oderwała się ode mnie. Wstała i wzięła swoją dużą torbę. Szafki były
pootwierane i puste.- No to idę. Żegnaj Viktorio. –powiedziała i poszła. Po
chwili usłyszałam dźwięk trzaskanych drzwi. Szybko nas opuściła. Za szybko.
Mam nadzieję, ze się spodoba.
Dziś urodziny Hazzy! Wszystkiego najlepszego HARRY! 69 <3
P.S. Następny rozdział albo dziś
wieczorem, albo w nocy xD Ostatnio w nocy mam większą wenę! ;* Dzięki za
komentarze! ;*******


Noa ja cie ubóstwiam poprostu !! <3
OdpowiedzUsuńporyczalam sie ;>
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać że rzeczywiście wenę masz większą w nocy . Piszesz coraz lepsze rozdziały :)
OdpowiedzUsuń